Archiwum
Wrzesień 2006
Październik 2006
Listopad 2006
Grudzień 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Kwiecień 2007
Maj 2007
Czerwiec 2007
Lipiec 2007
Wrzesień 2007
Październik 2007
Luty 2008
Maj 2009
Ostatnie notki
  • Chyba...
  • Miniatury XIV - Na Fali
  • Iluminacje VI
  • Senność IX - Snoop Dogg to ...
  • Senność VIII - Eschatologia ...
  • Iluminacje V
  • Iluminacje IV
  • Iluminacje III
  • Iluminacje II
  • Iluminacje I
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Reminiscences...
Kategorie: Wszystkie | Gra | Iluminacje | Konwersacje | Królowej Jadwigi | Miniatury | Myśli | Oderwania | Rzeczywistość | Senność | Stronice
RSS
wtorek, 12 maja 2009
Chyba...
Przeniosę co poniektóre teksty na www.opowiadania.pl - mam jakiś sentyment do tego serwisu...
13:36, voyager00 , Rzeczywistość
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lutego 2008
Miniatury XIV - Na Fali

Jeden ze żółwi morskich, paradujących po ulicach przystanął nagle. Stanął, choć właściwsze byłoby - przycupnął, przypełznął wręcz, przy przystanku autobusowym. Gdyby mógł, zapaliłby papierosa. Ale nie mógł, zatem nie zapalił. Taka prosta prawda.

***

Pragnieniem ludzkości od zawsze była nieśmiertelność. Realizowano ją przez obietnice religijne, przez mistycyzm niepewny, wreszcie - pierwsza iskierka narodziła się wraz z eksplozją techniki cywilizacyjnej. Bo wcześniej ludzie żyl przecież po 30-40 lat i kapa, nie?

***

Powoli, niespiesznie, do żółwia dołączył jego kolega. Chyba kolega, gdyż wyglądał podobnie. Razem spokojnie wpatrywały się w ulicę, po której mozolnie sunęły samochody.

***

Jak rzeczono, nadzieja przyszła z cywilizacją. Gdy powoli, aż do XXI wieku wyeliminowano większość chorób, stosowano szczepionki, długość życia danego osobnika wydłużyła się niewyobrażalnie, z perspektywy choćby starożytnej Grecji. Żyliśmy po 80-90 lat i było dobrze.

Ale, jak wiadomo z historii, ludzkości to za mało. Zaczęto grzebać w chromosomach, genach i innych tego typu zabawkach. Wszystko po to, by wyeliminować element starzenia się. I uzyskać nieśmiertelność.

***

Żółwie spokojnie wgapiały się w ulicę. Jeden burknął coś czasem do drugiego w żółwim języku. Tamten spokojnie odpowiedział. I trwały w spojrzeniach spokojnych, w czekaniu ustawicznym na autobus.

***

I wtedy odkryto ten element naszego kodu, który pozwolił na eliminację starzenia, przynajmniej na dłuższy termin od tych dziewięćdziesięciu lat. Ludzkość teraz mogła spokojnie doczekać drugiej setki. Masowo przeprowadzano modyfikacje kodu genetycznego, by każdy mógł dostąpić spokojnej starości w wieku 200 lat. Ale panika...

Panika zaczęła się wtedy...

***

Żółw westchnął spokojnie. Zamachał przez moment płetwami i poruszył się nieznacznie. Oto nadjeżdżał autobus. Za kierownicą, w niebieskiej czapce siedział żółw morski, starszy nieco, co widać było po skorupie. Spokojnie podjechał na przystanek. Pasażerowie mozolnie wgramolili się do pojazdu. I pojechali.

***

...Wtedy, kiedy pierwszym osobom wyrosły na plecach skorupy.

23:25, voyager00 , Miniatury
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 października 2007
Iluminacje VI
Statyczny obraz, niezmienny przez godziny? Dni? Stulecia?

Ch. siedzi w lesie. Na polanie. Przed nim tli się niewielkie ognisko, które bardzo dymi. Ch. wpatruje się w dym, a raczej gdzieś poza niego, gdzieś w przestrzeń. Włosy ma rozpuszczone, gdzieniegdzie powiązane w warkocze. Do warkoczy przywiązane rzemykami są ludzkie kości. Klekocą przy każdym podmuchu wiatru.

Ch. siedzi tak niezmierzenie długi czas.
17:53, voyager00 , Iluminacje
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 października 2007
Senność IX - Snoop Dogg to Kurt Muller, wisi na krzyżu i ma przejebane.
Ch. i rodzice. Idą gdzieś, w dół, z góry. Góra za nimi to potężny masyw, wręcz miażdży ich swoim rozmiarem. Droga jest kręta, ciężka i błotnista.

---

Wycieczka. Ch., a poza tym masa nieznajomych mu ludzi, głównie w wieku licealnym, bądź studenckim. Wspinają się pod górę, ogromną. Pada śnieg i jest ogólnie nieprzyjemnie. Ch. jest sam, nie widzi nikogo znajomego. Rozgląda się zatem po dziewuszkach, wspinających się tu i ówdzie. Przez moment przygląda się wysokiemu facetowi, chyba ciemnoskóremu, który to twarz zasłoniętą ma wielkimi okularami i ogromną wieśniacko czerwoną dżokejką.

---

Ch. uparcie wspina się na górę. Wygrzebuje zmarzniętymi palcami śnieg, by dokopać się do jakichś wgłębień, o które mógłby zaczepić skotniałe dłonie. Za nimi dziewczęta dopingują go zaciekle, zaś chłopcy mają dziwny błysk w oczach.

---

W końcu docierają na szczyt. Wtedy znikąd pojawia się kierownik wycieczki i mówi, że będą schodzić. Na szczęście we wnętrzu góry jest szyb, pełen schodów, którym zejdą do podnóża tego masywu.

---

Chłopcy jednakże wpadają na pewien pomysł. Zanim wszyscy zejdą, muszą przelecieć minimum jedną dziewczynę. Niedaleko naszej wycieczki stoi stół, pierwsza z dziewczyn z uśmiechem idzie w jego kierunku, rozbiera się, po czym kładzie na nim. Zaraz też podchodzi jakiś chłopak i zaczyna ją piłować, aż iskry lecą.

---

W końcu jest kolej Ch., ma on wyrzuty, bo przecież nie jest sam, ale traktuje to jako nieodzowny element rytuału, by wydostać się z tej cholernej góry. Na stole rozkłada się nader wątpliwej urody, za to bardzo chętna dziewczyna. Ch. z cięzkim westchnieniem spogląda na jej piersi o nienaturalnie wielkich brodawkach, i zaczyna ją posuwać. Kończy szybko, po czym odchodzi. W jego głowie jednakże rodzi się coś dziwnego. Szybko, tak by nikt nie zauważył, wpada w grupkę chłopaków, kryjąc się przed tymi, którzy już skończyli.

---

I w taki oto sposób, Ch. ma podejście drugie. Już nikogo nie ma, zostaje tylko on i nieszczęsna dziewczyna. Jest niską, lekko popielatą blondynką z miłym wyrazem twarzy. Rozkłada się na stole, Ch. wchodzi w nią, z niejakim zdziwieniem. Blondynka wyjaśnia, że jest dziewicą i prosi by tak pozostało. Nasz bohater zatem wykonuje kilka najlżejszych ruchów w swoim życiu, po czym spuszcza się prędko, blondynka wyje z rozkoszy, jeszcze wtedy, kiedy Ch. postanawia wylizać jej cipkę. Zaraz potem ubierają się i wychodzą w kierunku schodów.

---

Wszyscy są już prawie na dole. Nagle pojawia się niejaki K0nrad, krzycząc wściekle coś o jakimś piwie. Ktoś pyta się go, czy już miał ruchanie na górze. K0nrad odpowiada zdenerwowany "W dupie mam ruchanie, gdzie moje piwo, mój okocim palony!". Wszyscy wybuchają śmiechem.

---

I już po wycieczce. Ch. spotyka się z K., gdzieś w piwnicy swojego domu. Rozmawiają o tym i owym i temat schodzi na wycieczkę. Wychodzą na klatkę schodową, pnąc się w górę, powoli i ospale. Ch. z wstydliwym wyrazem twarzy opowiada K. o wycieczce. Ta zaczyna płakać i mówi, że to koniec. Ucieka i wbiega do mieszkania, gdzie zwykła mieszkać niejaka pani Wenia. Ch. stoi jak ogłupiały. I wtedy przychodzi mu na myśl, że mógłby odwiedzić ową blondynkę z wycieczki. Idzie na stację kolejową, gdzie właśnie cudem trafia na taki pociąg. Z napisem "UMCPiS". Jedzie zatem - do Lublina. Przelotnie przez okno widzi jakiegoś faceta, przy budynku, wiszącego na ogromnym krzyżu.

---

Snoop Dogg wisi na krzyżu, taki jest jego koniec. Nadal jest w tej jaskrawej kurtce, wielkich okularach i wieśniackiej dżokejce. Patrzy się ponuro przed siebie i zaczyna rapować coś pod nosem. Wtem zza okolicznego wieżowca wychyla się wielka głowa Boga. Ten mówi, że Snoop ma przejebane, bo wcale nie jest Jezusem. Ba, nie jest nawet Snoopem! Tak naprawdę to niemiecki sobowtór i satyryk, Kurt Muller. W tym momencie nad snoopem pojawia się wielki świecący neon o treści "TO JEST KURT MULLER".

Snoop jest wkurwiony na maksa.
10:41, voyager00 , Senność
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 września 2007
Senność VIII - Eschatologia Stosowana
Jest to sen o końcu świata.
Ch. bierze udział w jakimś radiowym konkursie RMF FM. Chodzi za swoim blokiem po ogródkach i szuka symboli, w każdym ogródku znajdują się trzy ukryte symbole. Podczas tych poszukiwań spotyka swojego kolegę, Macieja M., który mówi mu, że same symbole nie wystarczą, trzeba mieć jeszcze magiczny żeton z platyny. Ch. smutnieje, bowiem takiego żetonu nie posiada. Znajduje jednak kilka zestawów symboli, z czego jest szczęśliwy, podpisując je swoimi inicjałami. Po drugiej stronie placu jakaś ekipa telewizyjna kręci program z człowiekiem, który ma raka stopy. Pokazuje on stopę z wbitym w nią venflonem i żywo o czymś dyskutuje z dziennikarzami. Mieszka w krzakach nieopodal, gdzie oczekuje apokalipsy.

Interludium
Apokalipsa już w rowziniętym stadium. Ch. stoi przed sklepem, czy raczej - kioskiem "RUCH-u" przerobionym tymczasowo na okienko pocztowe. Listonosz w okienku jest dość młody, ale wychudzony. Przed nim sprawy załatwia jakiś starszy pan. Obłożony jest paczkami w niebieskim papierze. Nie wiedzieć czemu, odchodzi. Ch. wysyła list, zerkając jednocześnie co chwila na paczuszki. W jego umyśle pojawia się myśl o kradzieży. Udaje mu się, jedną z najdalej wysuniętych paczek, zrzucić na ziemię, mimo uważnego oka listonosza. Zerka jeszcze tylko na dwóch żuli siedzących nieopodal na ławce i pijących piwo. Nikt nie zauważył. Ch. pełen podniecenia wraca do domu. Tam, rozpakowuje paczkę i jego oczom ukazuje się

[Niestety przebudzenie zatarło to, co znajdowało się w pudełku. Może to i lepiej...]

Ch. jest nieco zawiedziony, a przy tym ma wyrzuty sumienia. Zapakowuje przedmiot, pudełko w nowy papier, pisze adres i idzie znów do okienka pocztowego. Tam podaje listonoszowi przesyłkę dla starych kombatantów i odchodzi. Nagle słyszy przeraźliwy gwizd, jakby spadających bomb.
Koniec interludium

Ch. jest gdzieś na odludziu. Podjeżdża czarna terenówka, z której wysiada starsza kobieta oraz dwóch facetów, ubranych w czarne garnitury. To ekipa z RMF FM. Starsza kobieta, najwyraźniej jakaś kierowniczka, gratuluje Ch. wygranej. Zaczynają wspólnie iść przez jakieś błotniste polne drogi, zostawiając samochody w tyle. Dołącza do nich K., podbiegając do Ch.. Ten zapytuje kierowniczkę, czy możliwe będzie odebranie wygranej bez magicznego żetonu z platyny. Kierowniczka odpowiada, że tak, ponieważ ostatnio dokonali fuzji z Irlandczykami, a ci są bardzo tolerancyjni, jeśli chodzi o takie sprawy. Ch. cieszy się z takiej odpowiedzi. Nagle, na jakiejś łące nieopodal, widzą stado zwierząt. Z wyglądu przypominają one wielbłądy, są jednak bardziej smukłe i pokryte gęstym futrem w okolicach ich długich szyj. Nagle owe wielbłądy stają na tylnych nogach i przechadzają się tak po łące. Po chwili jeden z nich podchodzi do kierowniczki, Ch. i reszty i wyciąga przednią nogę na powitanie. Zaczynają rozmawiać z facetami w garniakach, śmiejąc się często. K., zainteresowana, podchodzi do jednego z wielbłądów i o coś go zagaduje. Ch. czuje że coś jest nie tak i z krzykiem odciąga ją od zwierzęcia.

Ekipa i Ch. przyjechali na miejsce wręczenia nagrody. Okazuje się, że jest to zakład "Poligrafia S.A.", w którym kiedyś Ch. pracował. Przechadza się on znanymi halami, które teraz są jakby wymieszane, połączone, zmienione. Ze zdziwieniem spotyka swoich znajomych z roku z filologii polskiej. Ze smutkiem konstatuje, że widocznie taki los czeka dawniejszych studentów. Spotyka KM, z którą kiedyś coś go łączyło. Znów napada go smutna konstatacja, że choć KM wyrosła całkiem nieźle, z seksu nici, bo są ważniejsze sprawy, takie jak choćby ten wygrany konkurs.
Niestety ekipa gdzieś zniknęła. Ch. cierpliwie czeka. Po jakimś czasie pojawia się kierowniczka i "garniaki". Ch. mimo tego, że cieszy się na ich widok, opanowuje go dziwne uczucie. Gdzieś nieopodal ląduje żółty helikopter z logiem RMF. Ch., korzystając z zamieszania wymyka się do pomieszczenia, z którego wyszła ekipa. Okazuje się, że tam, w komputerze, uruchomiony jest program końca świata. Świat ten zniszczony ma być przez wielki latający

[zatarte]

Ch. z trudem udaje się przeprogramować komputer. Znika gdzieś w jednej z hal.

Koniec świata nadchodzi. Ch., po przeprogramowaniu komputera, lata na wielkiej szachownicy i zrzuca na ludzi szachowe figury. W dole słychać tylko krzyki i trzask miażdżonych ciał.
15:33, voyager00 , Senność
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 lipca 2007
Iluminacje V
Ch. znajduje się w stanie półsnu, w swoim łóżku. Przez mózg, jak to zwykle bywa w takim stanie, przelatują miliony myśli. Nagle pojawia się jedna, wizualna i przebija przez wszystko inne, tak, że Ch. jest niemalże w stanie wyciągnąć rękę i jej dotknąć. Pojawia się przed nim obraz - literalnie i malarsko. Jest na nim rudowłosa, Ch. wie, że to Ceridwen, znów przyszła do niego. Widzi tylko jej płomienne włosy, nieco zakrywające twarz. Opiera się ona o srebrny kostur.
Spogląda na niego ze spokojem.
13:09, voyager00 , Iluminacje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 lipca 2007
Iluminacje IV
Ch. jest w lesie, w ciemności. Przychodzi do niego Cz., dosiada się i rozpala ognisko. Przez moment kłócą się, jak się ognisko rozpala, dla samej adrenaliny, bo Ch. i tak nie ma w tym doświadczenia. Płomienie po chwili lekko rozświetlają ciemność w lesie. Dużo sosen, gdzieniegdzie przebijające się dęby i bielejące w oddali brzozy. Przez chwilę Ch. myśli, że jest u siebie, ale to inny las. I nie ma w nim śniegu. Tylko taka błotnista ciemność.
Siedzą tak długi czas, rozmawiają o czymś, coś jedzą, gdy nagle w oddali pokazują się dwa kształty wydające z siebie nieprzyjemne warczenie.
Po chwili, niedaleko przed nimi, ukazują się dwa potężne wilki - jeden czarny, drugi biały. Cz. wstaje spokojnie i wycofuje się. Ch. zostaje i spokojnie zjada chleb przypieczony w ognisku. Wtedy wilki rzucają się w jego stronę. Dopada go czarny, biały znika jakby gdzieś na chwilkę. Ch. przypomina sobie to, co czytał o wilkach i, odciągając pysk wilka od swego gardła jedną ręką, drugą - zwiniętą w pięść - strzela go w pysk, dwa razy. Wilk skamle i chyli łeb, po czym odsuwa się od Ch. Wtedy słychać strzały i Ch. widzi białego wilka na zakrwawionej ściółce. Podbiega tam zaraz i chwyta go. I wtedy, gdy zaczyna się zmieniać, Ch. poznaje iż jest to wilczyca.
W jego ramionach staje się kobietą, o śnieżnobiałych włosach. Nie widać już krwi, lecz jasnym jest, że kobieta jest w stanie agonii.
Ch. przez chwilę boi się i smutnieje, lecz ona gładzi go po policzku i mówi by niczym się już nie martwił. Potem umiera.
21:41, voyager00 , Iluminacje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2007
Iluminacje III
Ch. przybywa na jakiś bliżej nieokreślony zlot neopogan. Ma on miejsce w okolicy przypominającej Bory Tucholskie. Jezioro, skały i takie okolice. Znajomi jego, druidzi i insi neopoganie rozłażą się i znikają. Raz jest zimno, raz upalnie. Przez chwilę Ch. krąży po osiedlu domków letniskowych, szukając swoich znajomych. Jezioro jest pokryte mgłą, wszędzie kręcą się tubylcy, nie wiedzieć czemu, poubierani w przeciwdeszczowe czarne płaszcze. Nigdzie jednakże znajomych Ch. nie ma, zamiast tego na poręczy jednego z domków spotyka rudowłosą kobietę. Nie zna jej, lecz od razu zwraca na nią uwagę. Jest dość młoda, choć wyczuwa w jej oczach pewną formę starości. Ubrana jest w pasiasty podkoszulek na ramiączkach i jeansowe szorty. Jest boso. Przyglądają się sobie przez moment, po czym ruda pyta, czy Ch. ma ochotę na seks.
Ch. odpowiada, że zawsze ma.
"Chodźmy więc", mówi, "Ale w tym miejscu, które ja wskażę".
Ch. zbliża się do niej i kładzie ręce na jej udach, po czym mówi "Mnie to nie przeszkadza.".
Idą przez las, aż do brzegu jakiejś rzeczki. Tam, na skale, stoi chyba cała lokalna społeczność. Trzymają pochodnie i wpatrują się z nienawiścią w Ch. i kobietę. Ta miele w ustach przekleństwo i ciągnie Ch. by iść dalej. Gdy wchodzą głębiej w las, wszystko cichnie - nie ma ptaków ani zwierząt, tak jakby wszystkie stworzenia opuściły nagle las. Niespodziewanie napotykają znajomych Ch., zebranych najwyraźniej przy jakiejś ogniskowej imprezce. Znajomi patrzą się na Ch. z zaskoczeniem. Rudowłosa znów bluźni pod nosem i ciągnie go dalej.
Wreszcie wchodzą w niesamowicie gęsty bór. Siadają pod drzewem (czy to jesion?). Rudowłosa kładzie się delikatnie na Ch. Powoli ściągają z siebie ubranie, po czym przyśpieszają i już po chwili rżną się jak szaleńcy.
Po jakimś czasie, oboje padają z wyczerpania. Rudowłosa wtula się włosami w twarz Ch.
Ch., przekonany już, że jest to Ceridwen, zasypia.
---
Ch. jest W świecie. Dosłownie. Czuje każde drzewo, każdy kamień. Podróżuje z szybkością myśli w każdy, najodleglejszy zakątek świata. Wnika w umysły innych ludzi, zwierząt, roślin. Z czasem zaczyna się nieco bać. Wreszcie zasypia.
---
Ch. krąży po kosmosie. Podróżuje coraz dalej od ziemi, jednakże w granicach Układu Słonecznego. Krąży tak, coraz szybciej i szybciej, aż zaczyna chwytać go przerażenie. Próbuje usnąć i udaje mu się to.
---
Ch. jest na jakiejś nieznanej planecie. Czuje że to niezbadany zakątek kosmosu. Jak okiem sięgnąć, wszędzie rozpościera się niebieskawa pustynia, pełna powykręcanych roślin i skał. Niebo zmienia ciągle kolor, choć często jest lazurowe. Ale ciągle ma się wrażenie jakby trwała wieczna aurora borealis. Nagle Ch. widzi ogromne stado wielkich zwierząt, przypominających nieco nosorożce, jednakże dwunogich, które pędzi w jego kierunku. Ch. zaczyna się coraz bardziej bać. Usypia.
---
Ch. podróżuje po kosmosie. Nie odczuwa już żadnych granic, okowy zostały zerwane. Odwiedza setki gwiazd, planet, słońc, podróżuje coraz szybciej i szybciej, jednocześnie z rosnącym przerażeniem. W końcu dociera do Granicy Wszechświata. I widzi wtedy jego początek. Z przerażeniem wyskakuje z kolejnych poziomów snów, aż wraca do rzeczywistości.
20:23, voyager00 , Iluminacje
Link Komentarze (1) »
środa, 11 lipca 2007
Iluminacje II
Ch. wybiera się na wycieczkę po lesie. Jest to las podkielecki, znany mu doskonale, wokół są wysokie sosny i świerki. Po dość długich wojażach dociera do jaskini, którą zna doskonale - jest to jaskinia "Piekło". Wchodzi do niej. Zapada zmrok. Ch. czatuje w jaskini. Robi się coraz zimniej, mimo iż na zewnątrz jest chyba późne lato, ewentualnie wczesna jesień. Ch. zapada w stan półsnu. Potem zasypia. Po jakimś czasie budzą go głosy. Przez moment myśli, że to może jacyś chuligani wpadli do jaskini. Ale źródła głosów nie ma nigdzie. Tylko sam głos. A potem zaczynają wokół niego krążyć jakieś dziwne mgliste i niekiedy poszarpane postaci. Przez krótką chwilę boi się, lecz potem nagle uspokaja. Siada za kamieniem i wsłuchuje się w nie. Następnie traci przytomność.
Gdy się budzi, niczego już nie ma. Wstaje i wychodzi z jaskini. Przez ułamek sekundy zdaje mu się, że pojawia się na równinie, pięknej, zielonej, poprzetykanej gdzieniegdzie kolorowymi płatami łąk. Lecz znika to zaraz, a Ch. zauważa że nadal jest w tym samym lesie. Słońce przedziera się przez korony drzew.
15:28, voyager00 , Iluminacje
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lipca 2007
Iluminacje I
Las jest ogromny, bezkresny. Ch. krąży między drzewami aż natrafia na zbiorowisko ludzi w białych szatach, zebranych wokół ogromnego dębu. Nieopodal migocze ognisko, wokół którego siedzą i rozmawiają ludzie. Raz na jakiś czas, jednego z obozowiczów, postaci w białych szatach odprowadzają pod dąb, gdzie tamten usypia (umiera?). Potem odnoszą go gdzieś w ciemność.
Po jakimś czasie do Ch. podchodzą ludzie w białych szatach. Razem podążają do dębu. Ch. czuje tę specyficzną mieszankę strachu i fascynacji. Usypia pod dębem, gdzie opuszczają go wszystkie siły, a jednak czuje moc płynącą przez jego ciało.
15:49, voyager00 , Iluminacje
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog